Islandia – South Road Trip

Po kilku dniach przechodzonych na własnych nogach, postanowiliśmy wypożyczyć samochód, żeby nas zawiózł tam, gdzie o własnych siłach nie mielibyśmy czasu dojść.

Blue Lagoon – błękitne SPA w lawie

Pierwsza rzecz, to ważne: odrobina relaksu w Blue Lagoon. Informacje na temat tego obiektu miałam sprzeczne. Jedni mówili, że to atrapa dla turystów, że kosztuje strasznie drogo, podczas gdy są miejsca, z których można się wykąpać w gorących źródłach za darmo. Inni twierdzili, że być w Islandii i nie skorzystać z Blue Lagoon, to tak jak być w Paryżu i nie wejść na Wieżę Eiffela. Po sprawdzeniu na własnej skórze mogę zaświadczyć: warto! Błękit nieprzezroczystej wody wśród czarnych skał, sauny i maseczki z błotka są niewątpliwą atrakcją i urozmaicają i tak miło spędzony czas w ciepłej wodzie. Najlepiej, gdy zażywa się tej ciepłej kąpieli (37–75 °C), gdy nad głowami deszcz i chmury.

Błękitna woda i czarne skały dookoła Blue Lagoon SPA Blue Lagoon

Oczywiście większość zdjęć ukazuje to miejsce jak naturalnie powstały raj, wygląda to jakby wśród wulkanicznej, zastygłej lawy, wytrysnęło błękitne źródło o nadprzyrodzonych właściwościach. Tak naprawdę, gdy rzucić okiem z pewnego oddalenia, widać centralę geotermalną, która jest prawdziwym źródłem tej wody. Rozmaite minerały, nadające wodzie ten specyficzny kolor, powodują też, że nie można jej zużytkować inaczej, niż wpuszczając ją z powrotem w skały. Zanim się w te skały wchłonie, można w niej wykąpać turystów za 50 euro od głowy. Nie zmienia to faktu, że nam się ta zabawa bardzo podobała.

SPA Blue Lagoon

Vík í Mýrda – czarne plaże i bazaltowe rzeźby

Następny przystanek: Vík í Mýrda. Czyli Zatoka Bagnistej Doliny. Dlaczego tam? Dlatego, że jego okolice to ocean, plaże pokryte czarnym piaskiem i skały o niesamowitych kształtach. To te właśnie okolice były najbardziej poszkodowane w czasie pamiętnego wybuchu Eyjafjallajokull.

Reynisdrangar, czyli skały powstałe z lawy ukształtowanej przez wodę, to według wierzeń islandzkich trolle. Właściwie, gdziekolwiek zobaczy się w Islandii skałę o trochę dziwacznym kształcie, można być pewnym, że kształt ten został już podchwycony przez czyjąś wyobraźnię i przekształcony w trolla. Jeśli chodzi o wszelkie dziury i groty, to najczęściej są one po prostu siedziskami trolli. Doszło do tego, że budowniczy dróg są zmuszani do dokonywania kosztownych objazdów, żeby przypadkiem nie naruszyć trollom ich naturalnego środowiska. Uważam, że to świetny pomysł. Dopóki Islandia szanuje swoje trolle, dopóty pozostaje w zgodzie ze swoją pradawną naturą.

Czarna plaża z widokiem na Reynisdrangar przy Vik w Islandii Bazaltowe organy na plaży przy Reynisfjall

Miejsce to należy oglądać z dwóch stron. A nawet z trzech, jeśli dodamy spokojną, czarną plażę przy Viku, na którą można bez wysiłku się udać na pieszo z kempingu lub hotelu (zdjęcie poniżej).

Czarna wulkaniczna plaża przy Vik

Żeby w pełni podziwiać skamieniałe trolle i niesamowite bazaltowe twory, przypominające ograny, możemy wsiąść w samochód i objechać w 10 minut górę Reynisfjall, można też zrobić sobie pieszą wycieczkę i dojść na drugą stronę góry piechotą. I tutaj, gdy już ochłoniemy z wrażeń i wypijemy kawę w kawiarnio-hotelu, możemy znowu zdecydować się na długi marsz plażą, po czarnym piasku – czyli przejść ten jęzor piasku między dwoma płatami wody na poniższym zdjęciu, albo wsiąść w samochód, tym razem na 20 minut i udać się w kierunku Dyrhólaey. Parkujemy przy latarni morskiej i idziemy na spacer po wielkim, skalistym łuku, z widokiem na oddalone Reynisdrangar i pobliskie, wystające z wody skalne twory.

Czarna plaża przy Reynisdrangar widok z półwyspu Dyrholaey Półwysep Dyrholaey, wybrzeże południowej Islandii

Jökulsárlón – lodowiec spływający do morza

Następny przystanek: Jökulsárlón. Jökulsárlón to miejsce, w którym największy lodowiec Europy Vatnajokull wpada do oceanu. Wielkie kawałki lodu odrywają się od lądu i dryfują, topiąc się powoli, przez lagunę i wpadają do oceanu. Mieliśmy szczęście oglądać to miejsce w promieniach słońca – zupełnie nie jak w Islandii. W tym miejscu można wykupić wycieczkę do lodowca łodzią – nie skorzystaliśmy, ale widzieliśmy rozentuzjazmowanych turystów opowiadających, jak to jedna foka się opalała na icebergu, a druga nie mogła utrzymać równowagi i ześlizgiwała się do wody. Można też pójść na wycieczkę po lodowcu. My wybraliśmy darmową i mniej czasochłonną opcję biegania po plaży wśród topniejących, świetlistych kawałków lodu i robienia zdjęć. Teraz nikt nie chce nam uwierzyć, że na poniższym zdjęciu, Laurent nie został wklejony w Photoshopie. Myślę, że to efekt bijącego z wewnątrz lodu światła, które powoduje, że siedzący na nim człowiek nie rzuca cienia.

Jokulsarlon człowiek na icebergu Jökulsárlón, dryfujące icebergi

Potem wpadliśmy jeszcze do Fjallsárlón – mniejszego kolegi Jökulsárlón. Gdy mu się przyglądaliśmy, pogoda się zepsuła i widok nabrał zamglonego, melancholijnego charakteru. Bo smutno trochę przyglądać się jak pięknie, z powolną godnością, umierają lodowce…

Fjallsárlón Glacial Lagoon lodowiec w Islandii

Islandzkie wodospady

W drodze powrotnej, zatrzymywaliśmy się to tu to tam, głównie, gdy widać było jakiś wodospad. Akurat wodospadów w Islandii jest jak mrówków – na początku zatrzymywaliśmy się przy każdym. Później już nastąpiło przemęczenie materiału, zwłaszcza, że Południe Islandii nie jest już tym niezaludnionym Interiorem, po którym tak miło się wędrowało. Od paru lat napływ turystów zwiedzających Islandię wzrasta co roku o 20%. I myślę, że większość przybywa, aby znaleźć się twarzą twarz z dziką naturą. Jednak nie każdy chce i nie każdy może się z tą naturą zmagać, niektórzy wolą przemieszczać się w wesołym stadzie. Nie ma w tym nic złego – dlaczego osoba na wózku inwalidzkim, lub po prostu ktoś, kto nie lubi chodzić z plecakiem po deszczu – dlaczego tacy ludzie mieliby mieć ograniczony dostęp do wspaniałych widoków Islandii? Do Svartifoss trzeba było podejść 30 minut, częściowo droga prowadziła schodami. Natomiast do Skogafoss lub do Gullfoss można było podjechać autokarem. Przyznaję, że czułam się w tych miejscach trochę jakbym zaliczała Islandię w supermarketowym stylu: hop! kolejny widoczek do koszyka, fotka zrobiona, jedziemy dalej. Nie łudźmy się: zdjęć takich, jak na tym blogu są na Internecie tysiące. Ale przyjemność osobistego ich zrobienia jest jednak niezastąpiona.

Gullfoss złoty wodospad golden circle Svartifoss wodospad wśród czarnych bazaltowych skał Skogafoss wodospad z tęczą

 

 

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *