Francja – savoir vivre, czyli co trzeba wiedzieć, żeby żyć we Francji

Oto kilka reguł, których zrozumienie powinno każdemu nowo przybyłemu żółtodziobowi ułatwić życie we Francji i kontakty z jej mieszkańcami. Postarałam się znaleźć elementy, które wydają mi się najbardziej uniwersalne, lecz oczywiście zawsze trzeba pamiętać o tym, że we Francji – jak wszędzie – ludzie są różni i wiele zależy od tego, na kogo się trafi.

Kiedy używać zwrotów grzecznościowych?

Zwrotów grzecznościowych należy używać zawsze, w stosunku do wszystkich, często i donośnie!!! Nie wystarczy wymruczeć „bonjour” pod nosem, wchodząc do sklepu – należy je wypowiedzieć głośno i wyraźnie, patrząc obsłudze w oczy i w miarę możliwości, z uśmiechem. Jeśli jakiś samochód zatrzyma się, żeby przepuścić cię na pasach, to mimo, że jako pieszy masz i tak pierwszeństwo, należy podziękować gestem, w przeciwnym razie ryzyko zwymyślania nas przez kierowcę wzrośnie (w obliczu francuskich kierowców takie ryzyko właściwie nigdy nie znika do końca). Jako dowód na wagę przywiązywaną do formułek grzecznościowych, należy wziąć pierwsze z brzegu pismo urzędowe i przeczytać 2 ostatnie linijki – które wprost rozkwitają bukietami słownych rewerencji. Jeśli masz wrażenie, że w pewnych sytuacjach będzie tego za dużo – mylisz się. Nawet podczas spotkania ze starym kumplem im więcej dowalisz podziękowań, przeprosin za ewentualne zabieranie czasu i życzeń miłego dnia, popołudnia lub wieczoru (byle nie nocy, bo to już podobno brzmi dwuznacznie) oraz nadziei na wszystko co najlepsze dla naszego rozmówcy – tym lepiej.

Czytasz i myślisz, cóż za cudowny kraj, pełen grzecznych ludzi. No cóż, jakby to powiedzieć. Nie wiem jak to się dzieje, że będąc tak okropnie grzecznymi, Francuzi potrafią być jednocześnie intencjonalnie, dogłębnie i arogancko niegrzeczni. Jedynym ratunkiem jest nauczyć się wymyślania na poczekaniu odpowiedniej riposty, aby odzyskać odrobinę szacunku, przynajmniej we własnych oczach.

 Zasady całowania na powitanie i na pożegnanie

To bardzo proste – jeśli gdzieś wchodzisz i są tam jacyś ludzie, których a) już znasz, b) zaraz poznasz, należy ich pocałować w oba policzki. Jeśli jest tych osób 80, całujemy wszystkie 80 par policzków. Jeśli to my jesteśmy na miejscu i ktoś inny się zjawia – to on rozpoczyna całowanie. Wniosek: jedynym sposobem na uniknięcie męczących pielgrzymek od ust do ust, jest przybywanie przed czasem.

Całować należy 2 razy. Albo 3. W niektórych miejscach dochodzi podobno 4, ale szczerze mówiąc, nigdy nie mogłam się czegoś takiego doliczyć. Tutaj jest mapa, z głosami mieszkańców różnych departamentów, próbującymi dociec ile buziaków przypada na ich region. Jak widać wcale nie jest to takie oczywiste. Jakby tego było mało – na Południu zaczynamy od prawego policzka, na Północy od lewego. Poza tym, jeśli się jest kobietą – pocałować należy wszystkich zgromadzonych, przy czym muszę tu podzielić się doświadczeniem wyniesionym z własnoustnie popełnionych gaf: nie całujemy kelnerów, ani innych członków obsługi lokalu, do którego weszliśmy. Wygląda na to, że nie za bardzo całujemy też swoich szefów, nauczycieli i różnych takich osób, z którymi mamy więź bardziej oficjalną. Chociaż to też zależy. Jeśli jesteśmy mężczyzną – na Północy ucałujemy raczej tylko panie, a panom podamy rękę. Na Południu całujący się panowie to widok powszechny, niegorszący i jak najbardziej heteroseksualny.

Zachowanie na drogach

Aby czuć się swobodnie na francuskich drogach, należy mieć opanowane 2 rzeczy: 1) robienie „koperty”, w takim stylu, że po zaparkowaniu mamy 10 cm z przodu i 10 cm z tyłu, 2) prawidłowe poruszanie się po rondach – również takich 8-pasmowych, lub takich podwójnych, gdy jadąc sobie jednym rondem nagle w połowie trzeba ustąpić pierwszeństwa tym, którzy jadą drugim rondem.

Pewna Angielka oświadczyła, że uwielbia prowadzić we Francji, bo tam, gdzie Anglik przestraszy się i zatrzyma – Francuz przepchnie się i przejedzie. I to stwarza płynność ruchu w każdej sytuacji. Chyba wiem, co miała na myśli. Francuzom nie są straszne wąziutkie uliczki, nie straszne jest pozostawianie samochodu zaparkowanego na ruchliwym pasie, z przepraszająco migającymi światłami awaryjnymi, w celu wyskoczenia po papierosy. Francuz nie widzi problemu w zapakowaniu trzydrzwiowej szafy do rozdziawionego bagażnika Saxo, stwierdzeniu, że trochę wystaje i przejechaniu tak 100 kilometrów. Nie specjalnie przeszkadzają mu też uliczki jednokierunkowe, które w razie potrzeby będzie po prostu prostu przemierzał tyłem.

Jeśli jesteś pieszym, to wiedz, że wolno ci bardzo wiele i większość kierowców będzie cię albo przepuszczać, albo wymijać.

Posiłki

Raczej nie licz na to, że uda ci się zjeść we Francji poza specjalnie wyznaczonymi do tego godzinami. Śniadania, jeżeli już są, to raczej na słodko, ale wielu Francuzów zastępuje je po prostu szybką kawą. Lunch można zjeść między 12:00 i 14:00 (dorośli mają na to specjalną 1-2-godzinną przerwę w pracy, a dzieci w szkole), a kolację po 19:00. Poza tymi godzinami, możemy sobie co najwyżej skoczyć na kebab.

Typowe menu, to Entré, Plat, Dessert + café, czyli kolejno: przystawka, danie główne i deser + kawa. Zarówno w restauracji jak i w prywatnych domach, przed jedzeniem najprawdopodobniej ktoś zaproponuje nam apéritif, czyli jakiś alkohol na otwarcie apetytu, do którego podaje się amuse-gueules (co oznacza w dosłownym tłumaczeniu „zabawiacza gęby”), w postaci różnego rodzaju orzeszków, oliwek, czy wędlin. Restauracje będą nas zachęcały do picia czegoś w trakcie jedzenia. Może to oczywiście być wino, ale nie musi. Jeśli nie mamy ochoty się wykosztować, zawsze można zamówić darmową wodę z kranu (eau en carafe). Dostaniemy również darmowy chleb, który we Francji jest dobrem ogólnodostępnym i jedzonym do wszystkich posiłków. Czasami jako alternatywę do deseru, można zamówić sery, chociaż podczas prawdziwych przyjęć te dwa elementy posiłku serwuje się oddzielnie. Prawdziwy Francuz nigdy nie zrezygnuje z deseru – jeśli dba o linie, lub po prostu nie jest głodny, zje choćby jego namiastkę w postaci jogurtu, lub jakiegoś owocu.

Istnieje kilka produktów, z którymi we Francji nie ma żartów:

Foie gras. Nigdy, przenigdy, nie próbuj w towarzystwie Francuza użyć słowa pasztet, gdy masz na myśli foie gras! Jeśli już zostaniemy tym specjałem poczęstowani, nie rozsmarowujmy go wulgarnie nożem, lecz ukrojony (rozgrzanym w ciepłej wodzie narzędziem) kawałek kładziemy na kawałku pieczywa i tak ułożony jemy.

Sery. Aby nie zostać zwymyślanym od egoistów, należy zrozumieć jedną rzecz: francuskie sery w dużej większości mają serce i skórkę – w sercu, czyli w środku sera, mieści się największa koncentracja smaku, w związku z czym trzeba go pokroić tak, aby każdemu przypadł kawałek z tym właśnie środkiem. Innymi słowami: ser kroimy w trójkątne kawałki: od wewnątrz do skórki, tak, jakby był tortem.

Wino. Jeżeli jesteś kobietą – pozostaw nalewanie wina panom. Pierwsze krople należą się gospodarzowi, gdyż na nim spoczywa obowiązek spróbowanie, czy aby wino nie przeszło korkiem. Kieliszki nigdy nie powinny być całkowicie wypełnione, ani puste – jeśli nie chcemy już wina, powinniśmy zostawić swój kieliszek z winem w środku, w przeciwnym razie ktoś nam go doleje. Jeśli zaś chodzi o spożywanie – nie należy się dziwić, jeśli ujrzymy wokół siebie ludzi siorbiących winem, mlaszczących winem, mogą nawet wydawać dźwięki typowe dla płukania zębów. Jeśli nie wiesz dlaczego to robią, to raczej ich nie naśladuj, tylko zapytaj o wrażenia.

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *